Momma knows best…?

Od czasu kiedy wykształcił się u mnie samodzielny mózg czuję, że moja droga mamusia zawsze ma lepsze rozwiązania dla mojego życia niż te, do których ja sama dochodzę. Może to wynika z bycia jedynaczką – to nadmierne zainteresowanie moją osobą? Zdawać by się mogło, że kiedy ma się te dwadzieścia coś tam lat, nie mieszka się z rodzicami (czyli odwieczny tekst „póki mieszkasz pod moim dachem…tralalala” przestaje być aktualny), zarabia się jakieś tam pieniądze i nie woła „mama, kup mi” to chyba ma człowiek prawo do samodzielnego istnienia i robienia tego, na co ma się ochotę. Ale nie, no przecież trzeba wysłuchiwać litanii: „z Twoimi zdolnościami to ja bym już dawno wyjechała z tego durnego kraju”, a może jestem lokalnym patriotą i ogólnym sado-maso, będę chciała to wyjadę nikt mnie nie musi zmuszać. Poza przypieprzaniem się do mojego dobrobytu (haha) finansowego i miejsca stałego pobytu dochodzi jeszcze charakterystyczne jak widzę biadolenie teściowej – że tylu jest fajnych facetów (multimilionerów, naukowców, tudzież pilotów american air forces), a ja muszę być z takim <wstaw dowolną inwektywę>. A ja jestem zajebiście szczęśliwa i nie mam zamiaru zmieniać nic w swoim życiu miłosnym, a jak będę miała ochotę na zmiany w życiu zawodowym to też je przeprowadzę. Czy naprawdę nie można w spokoju odwiedzić rodziców i nie musieć wysłuchiwać ich biadolenia? No bo przecież moja mamusia to genialnych wyborów dokonywała (sarkazm). Nie można się uczyć na cudzych błędach, ja tam wolę zbierać doświadczenia. Muszę to sobie konieczne wyryć w zwojach mózgowych żeby nie zadręczać takim nadmiernym przejmowaniem się moje przyszłe potomstwo, obym pamiętała jak ja się z tym czułam.

Odpowiedzi (0)

LEGO Star Wars – kolejna porcja rozrywki dla dwojga

LEGO ma świetne pomysły na gry – Piraci z Karaibów, Harry Potter, Gwiezdne Wojny. Piratów już przeszliśmy, więc zajmijmy się Star Wars III: The Clone Wars. Gra jest oparta na fabule filmu i serialu Wojny Klonów. Mimo całego mojego początkowego sceptycyzmu co do tego animowanego serialu, po zagraniu w grę nabrałam ochoty na oglądanie i szczerze mówiąc nie nudzę się na kolejnych odcinkach (serial ciągle w TV). Wracając do gry – świetny interface, od groma misji i wizualnie wszystko cieszy oko. Bazą dla graczy sa dwa statki: Republiki i separatystów, miedzy którymi trwa kosmiczna bitwa. Grę zaczynamy na statku Republiki, przechodzimy misje tych dobrych, zdobywamy postacie, poznajemy statek, a potem wylatujemy ze statku w przestrzeń i lądujemy na statku separatystów, przechodzimy misje tych złych i spędzamy godziny na zabawie. Dłuugie godziny. Misji jest bardzo dużo, pokładów na statkach również, na początku ciężko się odnaleźć (ale nie tak ciężko jak w Harry Potter Years 1-4). Zabawne filmiki w stylu LEGO i zarąbiaszcza wersja Imperial March w windzie na statkach jest wisienką na torciku. Polecam ściągnięcie sobie przewodnika po grze, bo czasem ciężko załapać czego od nas oczekują by zdobyć wszelkie bonusy i przejść grę w 100%. Polecam serdecznie dla parek i singli, tak w przerwie miedzy Counter Strike’m a Heroes of Newerth ;)

Odpowiedzi (0)

Trudne rozmowy z władzą

16 września 2011 ja i pan Krzysztof Urbanowicz wybraliśmy się na spotkanie z wiceprezydentem naszego miasta – panem Adamem Szałkiem. Pan wice był bardzo zaskoczony tym, że chcemy zadawać jakieś pytania dotyczące zakończonej akcji pod zbiorczą nazwą „deptak” – oczekiwał od nas pomysłów. Wszystko fajnie – pomysły są, ale całkowicie sprzeczne z dążeniami Warsztatu Koszalin, CK 105 i najwyraźniej Urzędu Miasta. Chcieliśmy zadać pytania, ponieważ pomimo obiecanego podsumowania/debaty z mieszkańcami mieliśmy jedynie konferencję dla prasy. Pan Szałek stwierdził, że o pomyśle debaty nie słyszał i był to najwyraźniej pomysł Galla Podlaszewskiego (porzucony jak widać). Zapytany o swoje słowa z konferencji (fragment dostępny w internecie jako filmik) o oszałamiającej ilości turystów na deptaku w liczbie cytat „20 tys.” wymijająco stwierdził, że nic takiego nie mówił. Ogólnie nie dało się pana wice namówić do odpowiedzi na pytanie „czy deptak był według pana sukcesem”. Idąc dalej pytamy o przyszłość centrum – otóż jest ona już najwyraźniej znana: docelowe wyłączenie centrum z ruchu samochodowego. Dlaczego? „Kiedy spaceruję z moją córką po rynku wolałbym żeby wokół nie jeździły samochody”. Ok, rozumiem, że centrum to jedyny punkt miasta, do którego można zabrać dziecko na spacer, nie wnikam. Zapytałam, czy w takim razie nie wstydzi się zabierać córki na plac przed ratuszem by bawiła się wśród słów (wtedy jeszcze widniejących na płycie) „mieszkam w koszu”, „chwdp” etc. pan Szałek obiecał, że wysłał właśnie służby by zrobiły porządek z napisami. Napisy zniknęły, w końcu. Ocena inicjatyw WK, takich jak megaszydełkowanie czy scena bezdomna była jednomyślna – zła formuła, kompletna klapa. Pogratulowaliśmy za to ustanawiania rekordu Koszalina w tańcu i okazało się, że to właśnie pan Szałek był pomysłodawcą – oby więcej tego typu pomysłów. Czy „deptak” zostanie powtórzony w przyszłości? Najprawdopodobniej w następne Dni Koszalina, ale nie wiadomo jeszcze, czy na cały okres letni. Zgodziliśmy się również, że stanowczo za mało było ciągłych atrakcji na „deptaku” – skoro organizował go (czy może współorganizował, bo zaraz przeczytam, że szerzę kłamstwa)  WK, blisko związany ze społecznością studencką i młodymi artystami z instytutu wzornictwa, powinien pomyśleć o wystawach prac i performance’ach (w Dni Koszalina widzieliśmy AŻ jeden…). Za mało pomysłów, za mało działania. Pan Szałek nie widział jednak nic złego w dmuchanym zamku przed ratuszem, no cóż tu się nie zgadzamy – dla mnie miejsce dla takich atrakcji jest w Mielnie i na terenach podożynkowych. Co do renowacji rynku wedle zwycięskiego projektu sprzed 3 lat – niby ma się w końcu coś zacząć dziać, jak widać jeszcze najwyraźniej nie w tym roku. Niestety miasto jest bardzo zainteresowane parkingiem pod płytą rynku – inwestorzy pilnie poszukiwani. Moje prywatne zdanie jest proste:  zawsze szukam miejsc bezpłatnych i nic mnie nie zmusi do parkowania za pieniądze… jak taka inwestycja miałaby się zwrócić miastu nie mam bladego pojęcia. Pozostaje jeszcze kwestia czasu – wszyscy pamiętamy czym skończyło się usuwanie fontanny. Archeolodzy grzebali, grzebali, a potem skończyła się kasa i gdyby nie potrzeba Sylwestra pewnie dalej mielibyśmy drugi kanion koszaliński (pierwszy jest obok Emki). Na pytanie jak będzie tym razem wiceprezydent stwierdził, że może być podobnie – archeolodzy mają własne fundusze i miasto nie ma nic do tego. Kiedy więc Koszalin będzie miał piękny, odnowiony rynek? Bóg jeden wie. Wiadomo jednak, że miasto nie zejdzie z kursu obranego na zamykanie ruchu w centrum, czy nam się to podoba, czy nie. Panu Szałkowi dziękuję za poświęcony nam czas i liczę na szerszy dialog z mieszkańcami w przyszłości.

Odpowiedzi (0)